Najbardziej zaśnieżone miasto nad Bałtykiem. Mają tu lodowe drogi na morzu
Kiedy zimowe poranki robią się ostre jak szkło, a Bałtyk cichnie, Tallinn działa na zmysły inaczej. Miasto zwalnia i pozwala dostrzec detale, które latem giną w tłumie. Wtedy najpełniej widać, jak Estonia łączy skandynawski chłód z bałtycką nostalgią i urokiem dawnego hanzeatyckiego portu. Dla spragnionych mocniejszych wrażeń czekają lodowe drogi — trasy prowadzące prosto po zamarzniętym morzu, zjawisko tak rzadkie, że w Europie można je spotkać tylko w nielicznych miejscach. Dlaczego warto odwiedzić Tallin?
Tallinn w zimowej odsłonie przypomina miasto utkane z legend i obrazów dawnych mistrzów. Starówka, wpisana na listę UNESCO, staje się sceną, na której historia gra pierwsze skrzypce. Śnieg osiada na strzelistych basztach i murach obronnych, brukowane uliczki pachną kawą i korzennym grzańcem, a wczesny zmrok nadaje całości aurę intymności. Latarnie rzucają złote refleksy na fasady kamienic, a dźwięki dobiegające z małych kawiarni brzmią jak ciepłe nuty w zimowym chłodzie. To miasto, które zimą nie potrzebuje tłumów, by zachwycać — wystarczy jego własna, spokojna narracja.
Na wzgórzu Toompea monumentalny sobór Aleksandra Newskiego kontrastuje z surową, nordycką katedrą św. Marii, tworząc symboliczne zestawienie dwóch tradycji. Dolne Miasto odsłania kolejne warstwy historii: kościół św. Olafa, niegdyś najwyższy budynek świata, ratusz i rynek, który zimą zamienia się w centrum życia społecznego. Jarmarki bożonarodzeniowe na placu Ratuszowym należą do najbardziej rozpoznawalnych w Europie, a tradycja ustawiania choinki sięga XVII wieku, czyniąc Tallinn jednym z pionierów tego zwyczaju. Warto zajrzeć do Muzeum Marcepanu Kalev, gdzie legenda mówi, że pierwsze receptury powstały już sześć stuleci temu.
Zimowy Tallinn to także przestrzeń nowoczesności. Ulica Harju zamienia się w lodowisko, na którym spotykają się uczniowie, pracownicy biur i turyści, tworząc obraz miasta pozbawionego sztuczności. KUMU, największe muzeum sztuki w krajach bałtyckich, zachwyca architekturą z betonu i szkła, przypominając współczesną rzeźbę. Tuż obok rozciąga się park Kadriorg z pałacem ufundowanym przez Piotra I, który zimą nabiera majestatycznego, niemal carskiego charakteru. Według danych Visit Estonia, w 2025 roku liczba turystów odwiedzających zimowy Tallinn wzrosła o ponad 12% w porównaniu z rokiem poprzednim.
Zima w Estonii zaczyna się naprawdę dopiero poza Tallinem. To właśnie tam Bałtyk odsłania swoje najbardziej niezwykłe oblicze — lodowe drogi prowadzące na wyspy Saaremaa, Hiiumaa i Vormsi. Te trasy, oficjalnie wytyczane i kontrolowane przez służby, otwierają się tylko wtedy, gdy morze skute jest grubą taflą lodu. Jazda po nich wymaga dyscypliny: prędkość musi być albo bardzo niska, poniżej 20 km/h, albo wyższa, w granicach 40-70 km/h. Każde inne tempo grozi niebezpiecznymi drganiami lodu. Najdłuższa z nich, 26-kilometrowa droga z Rohuküla na Hiiumaa, uchodzi za najdłuższą lodową trasę w Europie i w sezonie zimowym 2025 otworzyła się wyjątkowo wcześnie — już po pierwszym śniegu w listopadzie.
Widoki, które czekają na końcu tych tras, wynagradzają każdy trud. Na Hiiumaa stoi latarnia Kõpu, najstarsza nad Bałtykiem, której światło od wieków prowadziło żeglarzy. Saaremaa zachwyca wiatrakami w Angla, wyglądającymi jak ilustracje z dawnej pocztówki, a Vormsi oferuje ciszę tak głęboką, że trudno ją znaleźć w dzisiejszej Europie. To przestrzeń, w której czas zwalnia, a natura odzyskuje głos.
Miłośnicy aktywnego wypoczynku kierują się do Parku Narodowego Lahemaa, oddalonego o 70 kilometrów od stolicy. To jeden z najbardziej dzikich zakątków północnego Bałtyku, idealny na narty biegowe i wędrówki w rakietach śnieżnych. Po drodze warto zatrzymać się przy wodospadzie Jägala — szerokim na 70 metrów i wysokim na 8 metrów — który zimą zamienia się w monumentalną ścianę lodu, przypominającą scenografię teatralną. A gdy noc jest bezchmurna, na niebie pojawia się zorza polarna. Choć nie jest tak intensywna jak w Laponii, jej subtelne światło wystarcza, by nadać estońskiej zimie aurę magicznego spektaklu.
Tartu, drugie pod względem wielkości miasto Estonii, zimą nabiera wyjątkowego rytmu. Uniwersytet założony w 1632 roku nadaje mu prestiż i akademicki ciężar, lecz to studenci i młodzież wnoszą energię, która ożywia ulice i sale koncertowe. Zimowy kalendarz miasta wypełniają wydarzenia muzyczne, literackie i naukowe. W zabytkowych gmachach odbywają się konferencje i dyskusje, a w klubach rozbrzmiewa jazz, rock i elektronika.
Zaledwie 40 kilometrów dalej leży Otepää, od lat nazywana zimową stolicą Estonii. To tutaj od 1999 roku rozgrywane są zawody Pucharu Świata w biegach narciarskich, które w 2025 roku ponownie przyciągnęły najlepszych zawodników świata. Jednak sport w Otepää nie kończy się na profesjonalnych trasach — mieszkańcy i turyści chętnie korzystają z naturalnych tafli zamarzniętych jezior, zamieniając je w lodowe areny dla łyżwiarzy i hokeistów. Obraz ludzi ślizgających się po lodzie w otoczeniu lasów i wzgórz jest jednym z najbardziej charakterystycznych zimowych pejzaży Estonii.
Po wysiłku przychodzi czas na rytuał, który w Estonii ma niemal sakralny wymiar — saunę. To nie jest luksus ani atrakcja turystyczna, lecz element codzienności, głęboko zakorzeniony w kulturze. Wejście do gorącej sauny, a następnie szybki skok w śnieg lub zanurzenie w zimnym jeziorze to praktyka, która dla Estończyków jest tak naturalna, jak poranna kawa. Ten kontrast temperatur oczyszcza ciało i umysł, a zarazem integruje — sauna bywa miejscem spotkań rodzinnych i towarzyskich, przestrzenią rozmów i odpoczynku.
Źródła: onthegotours.com
Zobacz też:
Były najciemniejszą osadą w Polsce. 113 dni w roku bez słońca
To polskie miasto nazywano "śląskim Davos". Było znane w całej Europie