Spis treści:
- Kanon lektur szkolnych
- Czego brakuje w szkolnych lekturach?
- Czy i jak zachęcać do czytania?
Kanon lektur szkolnych
Witold Gombrowicz, którego "Ferdydurke" wywołało kontrowersje już po publikacji, nie miał dobrego zdania o przymusie czytania konkretnych lektur. Napisał w "Dzienniku":
Któż czytał Mickiewicza z własnej i nieprzymuszonej woli, któż znał Słowackiego? Krasiński, Przybyszewski, Wyspiański... byłoż to coś więcej niż literatura narzucana, literatura wmuszana?
Po kanon lektur niechętnie sięga też współczesna młodzież. Potwierdza to dr hab. Jarosław Klejnocki z Uniwersytetu Warszawskiego - literaturoznawca, nauczyciel akademicki i dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza:
Z badań i moich obserwacji wynika, że lektury czyta zaledwie 15-18 procent uczniów.
W rozmowie z Magdaleną Ignaciuk z portalu Strefa Edukacji ekspert wyjaśnia, gdzie szukać przyczyn tej sytuacji. Zauważa, że szczególnie w szkołach ponadpodstawowych lektur jest zbyt dużo, a zainteresowania nastolatków są różne. Dla osób o umysłach ścisłych "literatura powinna być raczej formą rozrywki niż obowiązkiem szkolnym".

Ekspert zwraca też uwagę na często przypadkowy dobór lektur. Są takie, których znajomość jest ważna, choć to, czy powinny być na liście lektur obowiązkowych, jest kwestią dyskusyjną. Jako przykład podaje "Przedwiośnie" Stefana Żeromskiego, które mogłoby zostać wymienione na "rzecz bardziej angażujących tekstów".
Czego brakuje w szkolnych lekturach?
Dr hab. Jarosław Klejnocki mówi też o kluczowych kwestiach. Kanon lektur musi być dobrany do programu nauczania. Współczesna młodzież powinna zapoznać się z twórczością Jana Kochanowskiego, Adama Mickiewicza, Czesława Miłosza, bo to podstawa. Jednak lista lektur nie może być dobrana chaotycznie. W rozmowie z portalem Strefa Edukacji literaturoznawca dzieli się opinią:
Od lat mam radykalne przekonanie, że polska szkoła jest jednym z głównych czynników zniechęcających do czytania.
Uważa, że należy odchudzić kanon lektur, wprowadzić "więcej wspólnego, żywego czytania na lekcjach". Co jeszcze jest potrzebne?
W kanonie szkoły ponadpodstawowej brakuje książek, które poruszałyby temat dojrzewania czy rytuału przejścia. Oczywiście można doszukiwać się tego w "Przedwiośniu", ale tam proces dorastania osadzony jest w kontekście historycznym, który niekoniecznie przemawia do współczesnego ucznia i jego sposobu postrzegania świata
Uczniowie powinni mieć okazję do rozmowy o tematach, które ich interesują i niekoniecznie musi się to odbywać w oparciu o literaturę z XVIII, a nawet XX wieku.
Przeczytaj również: Typowo polskie słowa i wyrażenia - ile z nich znasz
Czy i jak zachęcać do czytania?
O tym, że "książka przegrywa z agresywnymi formami kultury" i "promocja czytelnictwa to za mało" mówił prof. Grzegorz Leszczyński, krytyk i historyk literatury w rozmowie dla internetowego czasopisma edukacyjnego "Trendy". Na pytanie Agnieszki Pietryki, kto powinien zachęcać dzieci do czytania, odpowiedział:
Zachęcanie to niedobre określenie. W okresie nastoletniego buntu trudno wierzyć dorosłym, którzy namawiają do czynności tak archaicznej jak czytanie. Lepiej oddać młodzieży inicjatywę, subtelnie wspierać czytelnicze snobizmy i mody, inspirować blogi o książkach, fora dyskusyjne... Raczej dyskretnie towarzyszyć, kibicować z książką pod pachą, ale nie zachęcać.
Jeżeli interesujesz się książkami, to możesz zajrzeć do tekstu o rankingu "Lektur Wszech Czasów".
Źródła: culture.pl, bc.ore.edu.pl, strefaedukacji.pl


