Kiedyś były ich miliony, dziś trudno je spotkać. Jest nadzieja dla szaraka?
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu zając szarak był stałym elementem polskiego krajobrazu. Widziano go na polach, łąkach, miedzach, a nawet na obrzeżach wsi. Dla wielu osób był symbolem wsi, naturalnej równowagi i bliskości przyrody. Dziś spotkanie szaraka budzi raczej zaskoczenie niż nostalgię. Jego obecność przestała być oczywista, a pytanie o przyszłość tego gatunku wraca coraz częściej. Czy rzeczywiście zając ma szansę odbudować swoją populację?
Zając szarak wywodzi się ze stepowych obszarów Azji, ale doskonale przystosował się do warunków panujących w Europie Środkowej. Przez dekady korzystał z mozaikowego krajobrazu: niewielkich pól, łąk, zadrzewień śródpolnych i trawiastych miedz. W takich warunkach znajdował zarówno schronienie, jak i pożywienie.
Jeszcze w drugiej połowie XX wieku liczebność zajęcy w Polsce liczono w milionach. Był to jeden z najczęściej spotykanych dzikich ssaków na terenach rolniczych. Z czasem sytuacja zaczęła się jednak gwałtownie zmieniać. Pod koniec lat 90. populacja dramatycznie się zmniejszyła, a szarak z symbolu powszechności stał się gatunkiem, którego obecność wymagała uwagi i ochrony.
Spadek liczebności zająca nie jest wynikiem jednego czynnika. To efekt wielu zmian, które nałożyły się na siebie w stosunkowo krótkim czasie. Są to: intensyfikacja rolnictwa i powiększanie areałów upraw, likwidacja miedz, zadrzewień i niewielkich nieużytków, mechanizacja prac polowych, w tym szybkie i częste koszenia, ograniczenie różnorodności roślinnej na łąkach oraz wzrost liczby drapieżników.
Nowoczesne rolnictwo nastawione na wydajność zmieniło strukturę krajobrazu. Dawne, niewielkie pola oddzielone pasami traw i krzewów ustąpiły miejsca rozległym monokulturom. Dla zająca oznaczało to utratę miejsc, w których mógł się ukryć, odpocząć i wychować młode.
Szczególnie niebezpieczne stały się wiosenne i letnie koszenia. Młode zające, które instynktownie pozostają nieruchome w trawie, często giną pod kołami maszyn rolniczych. To jeden z czynników, który w znacznym stopniu ogranicza przyrost naturalny.
Istotnym elementem tej układanki jest również wzrost liczebności drapieżników, zwłaszcza lisa. Skuteczne programy zwalczania wścieklizny doprowadziły do poprawy zdrowotności populacji lisów, ale jednocześnie zwiększyły ich presję pokarmową na drobną zwierzynę.
Do tego przez lata dochodziła intensywna presja łowiecka oraz przypadki kłusownictwa. Choć obecnie odstrzały są znacznie bardziej kontrolowane, wcześniejsze zaniedbania miały długofalowe konsekwencje.
W ostatnich latach coraz częściej pojawiają się informacje o stopniowej odbudowie populacji zająca. Dane monitoringowe wskazują na powolny, ale zauważalny wzrost liczebności w niektórych regionach kraju. To jeszcze daleko od dawnych milionów, jednak trend przestał być spadkowy.
Na poprawę sytuacji wpływa kilka czynników: większa świadomość ekologiczna rolników, programy rolno-środowiskowe, pozostawianie pasów niekoszonej roślinności, ochrona siedlisk na obszarach cennych przyrodniczo oraz ograniczenie polowań na zająca w wielu rejonach.
Coraz częściej mówi się też o potrzebie przywracania różnorodności krajobrazu rolniczego. Nawet niewielkie zmiany, takie jak pozostawienie miedzy czy zakrzewionego pasa, mają realne znaczenie dla przetrwania szaraka.
Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Zając szarak to gatunek, który potrafi się rozmnażać szybko, ale tylko wtedy, gdy warunki środowiskowe mu na to pozwalają. Bez odpowiedniego schronienia i spokojnych miejsc do wychowu młodych, nawet najlepsze programy ochronne nie przyniosą trwałych efektów.
Eksperci podkreślają, że przyszłość zająca zależy przede wszystkim od sposobu użytkowania gruntów rolnych, planowania terminów koszeń, zachowania naturalnych elementów krajobrazu, a także długofalowej polityki ochrony przyrody.
Choć zając szarak nie wrócił jeszcze do liczebności sprzed dekad, obecne sygnały dają powody do ostrożnego optymizmu. To proces, który wymaga czasu i współpracy wielu środowisk - od rolników, przez przyrodników, po samorządy. Coraz częstsze obserwacje w terenie, lepsze zrozumienie jego potrzeb oraz zmieniające się podejście do ochrony przyrody pokazują, że ten gatunek nie został skazany na zniknięcie.
Źródło: parki.lubelskie.pl, hub.pl
Zobacz też:
To najstarszy drewniany kościół w Polsce. Unikat na światową skalę
Ostoja ciszy i dzikiej przyrody. Architektura terenów nie ma sobie równych
Ten pałacyk nie ma sobie równych. Piękna rezydencja w szwajcarskim stylu