Spis treści:
- Poziom Morza Bałtyckiego powoli się podnosi. Zmiany klimatyczne zagrażają polskiemu wybrzeżu
- Samorządy reagują. Jak przygotują polskie wybrzeża na powódź?
W perspektywie najbliższych 50 lat polskie wybrzeże może znaleźć się pod wodą. Sprawdzamy, co sądzą specjaliści o zbliżającej się katastrofie ekologicznej.
Poziom Morza Bałtyckiego powoli się podnosi. Zmiany klimatyczne zagrażają polskiemu wybrzeżu
Ocieplenie klimatu pociąga za sobą wiele zmian, które zmuszają do troski o środowisko naturalne, a także nasze najbliższe otoczenie. Susze, pożary lasów oraz zanik rodzimej roślinności to jednak nie wszystko. Okazuje się, że podnoszący się poziom wody zagraża polskiemu wybrzeżu.
Według raportu Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu do 2100 roku poziom wód mórz i oceanów wzrośnie nawet o 75 cm. Zmiany nie ominą Morza Bałtyckiego. Naukowcy są zaniepokojeni, ponieważ już w latach 2011-2021 mogli zauważyć wzrost poziomu morza o 4,8 cm. W niektórych miastach Polski, takich jak Ustka czy Kołobrzeg można zaobserwować, że jest on wyższy nawet o 20 cm niż wtedy, kiedy budowano tam nabrzeża. Z kolei w Gdańsku sytuacja jest jeszcze bardziej krytyczna, ponieważ miasto osiada, a różnica wynosi nawet 30 cm.
Inne prognozy przewidują z kolei, że poziom wody w Morzy Bałtyckim wzrośnie o 60 cm. Mimo że liczba jest odrobinę mniejsza, w dalszym ciągu stawia w problematycznej sytuacji wiele polskich miast. W takim wypadku pod wodą znalazłby się Gdańsk, Elbląg, Braniewo w województwie pomorskim i Szczecin, Świnoujście oraz Dziwnów na Pomorzu Zachodnim.
Samorządy reagują. Jak przygotują polskie wybrzeża na powódź?
Pracownicy Pracowni Badania i Edukacji o Klimacie i Oceanach Instytutu Oceanologii PAN — prof. Tymon Zieliński i dr Tomasz Kijewski komentują, że sytuacja na Pomorzu w ciągu najbliższych kilku dekad może stać się niebezpieczna, a podnoszący się poziom wody najbardziej zagraża Zatoce Gdańskiej, Żuławom i Trójmiastu. Gdańsk po jedne stronie ma morze, a po drugiej Żuławy, które znajdują się poniżej poziomu morza. W takiej sytuacji zagrożenie stanowi nie tylko Bałtyk, ale nawet Wisła. W przypadku gwałtownych sztormów Dolny Gdańsk może być zalewany regularnie. Wokół miasta znajdują się jednak tereny zielone, które mogą zabezpieczyć jego teren. Niestety Sopot nie dysponuje naturalnym otoczeniem, które mogłoby go skutecznie chronić.
Odpowiedzią samorządów na rosnące zagrożenie jest budowa zbiorników retencyjnych. Zapytany o ryzyko powodzi dyrektor ds. Zielonego Gdańska w Urzędzie Miejskim, Piotr Kryszewski odpowiedział, że łączna pojemność zbiorników retencyjnych obecnie wynosi ok. 750 tys. metrów sześciennych. System jest stale rozbudowany, a docelowo mają one pomieścić do miliona metrów sześciennych. Dodatkowo trwają pracę nad projektem dwóch pompowni, które będą służyć zabezpieczeniu dawnych terenów rolniczych.
Źródło: wiadomosci.radiozet.pl

