W skrócie
- W maju 2025 roku na nocnym niebie zaobserwowano jasny, pionowy słup światła, który wzbudził zainteresowanie ze względu na jego nietypowy wygląd.
- Zjawisko STEVE przez lata uznawano za odmianę zorzy polarnej, lecz analizy wskazały, że ma inną naturę i nie wynika z oddziaływania naładowanych cząstek z jonosferą.
- Pojawienie się słupa światła powiązano z manewrem chińskiej rakiety ZhuQue-2E, co potwierdziły obserwacje w Polsce i innych krajach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało. Była noc, kolorowa zorza i niezwykłe światło przecinające niebo. Nic dziwnego, że pierwsze skojarzenie padło na STEVE - zjawisko, które przez lata brano za nietypową odmianę zorzy polarnej. Tyle że... wtedy dopiero zaczęło się prawdziwe naukowe śledztwo.
Historia, która zaczęła się z dala od laboratoriów
Przez dziesięciolecia nietypowe fioletowe i białe smugi pojawiały się na zdjęciach wykonywanych przez pasjonatów obserwacji nieba. Nie były jednak częstym widokiem. W przeciwieństwie do zorzy polarnej, która potrafi rozświetlać niebo przez dłuższy czas i na ogromnym obszarze, tajemnicze wstęgi pojawiały się zaledwie kilka razy w roku.
Co więcej, można je było obserwować także w miejscach położonych znacznie bliżej równika. Przełom nastąpił w 2016 roku. Fotografowie z grupy Alberta Aurora Chasers, którzy regularnie dokumentowali zorze nad Kanadą, zwrócili uwagę naukowców na charakterystyczne światła. Wtedy zjawisko otrzymało nazwę STEVE: "Strong Thermal Emission Velocity Enhancement".
Samo podobieństwo do zorzy okazało się jednak zwodnicze. Zorza powstaje, gdy elektrony i protony pochodzące z magnetosfery Ziemi wpadają w górne warstwy atmosfery i zderzają się z obecnymi tam cząstkami. STEVE nie wpisywał się w ten schemat. Naukowcy porównali zdjęcia z 2008 roku z pomiarami satelity NOAA, który w odpowiednim momencie przelatywał nad obserwatoriami.
Satelita nie wykrył charakterystycznego strumienia naładowanych cząstek bombardujących jonosferę. Wniosek był jasny: to nie była po prostu kolejna odmiana zorzy. STEVE uznano za odrębne zjawisko, określane jako "skyglow". Co ciekawe, sami badacze przyznawali wówczas, że wciąż niewiele o nim wiedzą.
Niebo pełne ludzkich śladów
17 maja 2025 roku na nocnym niebie pojawił się jasny słup światła, któremu towarzyszyła kolorowa zorza. Zdjęcia i nagrania zaczęły pojawiać się w internecie niemal natychmiast. Obserwatorzy ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, a także północnej Polski próbowali ustalić, co właściwie uchwycili. Początkowo naturalnym podejrzanym był STEVE. Tym razem trop prowadził jednak nie w stronę tajemniczej fizyki górnej atmosfery, lecz znacznie bardziej przyziemnej odpowiedzi: rakiety.
Tego samego dnia chiński startup Landspace przeprowadził test rakiety ZhuQue-2E. Start odbył się w Jiuquan Satellite Launch Center, a maszyna wyniosła na orbitę sześć satelitów. Mniej więcej godzinę później pojawił się jasny pas światła. Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem był efekt związany z manewrem rakiety, między innymi spalaniem deorbitacyjnym lub rozmieszczaniem satelitów. Innymi słowy, spektakularny "słup" nie musiał być tajemniczym obiektem z kosmosu. Mógł być śladem operacji wykonanej przez człowieka setki kilometrów nad Ziemią.
Przeczytaj także: Burza pulsacyjna powstaje w kilkanaście minut. Może być niebezpieczna
Rakieta, która zostawiła po sobie światło
ZhuQue-2E sama w sobie zasługuje na chwilę uwagi. Nie chodzi bowiem o przypadkowy kawałek kosmicznego złomu, lecz o rakietę rozwijaną z myślą o nowoczesnych lotach orbitalnych. Wykorzystuje paliwo typu methalox, czyli połączenie ciekłego metanu i ciekłego tlenu. Taki napęd jest dziś jednym z ciekawszych kierunków rozwoju przemysłu kosmicznego.
Rakieta startuje, wykonuje swoje zadanie, a potem jej ślad może pojawić się nad zupełnie inną częścią świata. Dla przypadkowego obserwatora wygląda jak zagadkowy fenomen. Dla kogoś, kto zna godzinę startu, trajektorię i zachowanie rakiety, fenomen przestaje być zagadkowy.
17 maja niezwykłe światło można było zobaczyć również z Polski, przede wszystkim w północnej części kraju. To szczególnie ciekawy szczegół, ponieważ pokazuje, jak rozległy potrafi być efekt związany z wydarzeniem, które rozpoczęło się daleko poza Europą.
Źródła: hub.pl, tysol.pl, naukawpolsce.pl


